TvOdnowa

Galeria

Czytania

Statystyki

Osób OnLine
6

Odwiedziło nas
1 137 550

Pan pochylił się nade mną

16 stycznia 2009

Mam na imię Tomasz.
Jezusa jako Pana pierwszy raz przyjąłem dawno, bo 20 lat temu. Dla mnie było to przełomowe wydarzenie w moim życiu. Wcześniej nie dostrzegałem Boga w swoim życiu. Moje życie religijne było bardzo byle, jakiej jakości. Owszem, chodziłem do kościoła, ale dlatego, że mi mama kazała. Chodziłem i utwierdzałem się w przekonaniu, że ten kościół nie jest zmartwychwstały, ale umarły. Każdy taki smutny, wystrojony na pokaz, nadęty.

Pewnego dnia zostałem zaproszony do grupy odnowy przy kościele farnym. Pewnie uznano, że jestem albo w niedalekiej przyszłości się stanę degeneratem. Po śmierci ojca alkoholika (miałem wtedy 15 lat) poczułem się wolny. Skończyły się awantury, bijatyki, nocowanie u sąsiadów.  Brak miłości ojca stworzył pustkę w moim sercu, którą próbowałem zapełnić w jakiś sposób. Szukałem różnych sposobów. Koledzy, imprezy, alkohol nie dawały mi jednak poczucia szczęścia.  Pasja do muzyki czyniła mnie kimś wyjątkowym, dawała poczucie wartości, ale też nie na długo. Poczucie opuszczenia i samotności, mimo wielu przyjaciół, powracało z coraz większą mocą. Wcześniej takiego zaproszenia bym nie przyjął, bo co może mi Kościół pomóc. Ale moja rozpacz była na tyle duża, że argument typu: co masz do stracenia? Zadziałał.

Prawie nikogo tam nie znałem. Jednak przywitano mnie serdecznie, a ja poczułem się wśród tych ludzi dziwnie bezpieczny. Poczułem wyraźnie łaskę Bożą. Jakaś wielka, niezrozumiała moc sprawiała, że bardzo chciałem przychodzić na spotkania. Fascynujące było to, że moje serce zaczęła wypełniać miłość. Czułem, jak Jezus zmienia mnie każdego dnia. Po wielu, zbyt wielu latach życia bez miłości to było najpiękniejsze. Jezus przemieniał mnie całkowicie. Moje życie nabierało sensu. Rzuciłem palenie, przestałem pić. Czytałem biblię i biegałem prawie codziennie na mszę świętą, ale nie dlatego, że ktoś mi kazał, ale dlatego, że takie miałem pragnienie. Nie byłem już sam. Jezus mnie kochał, czułem Jego miłość i mówiłem o tym głośno, bez wstydu.  To był cudowny okres w moim życiu.

Potem Bóg postawił na mojej drodze piękną dziewczynę.  Nie minął rok, gdy wzięliśmy ślub. Wesele oczywiście było bez alkoholu, skoro Jezus jest moim, naszym panem. Urodził się Łukasz, za dwa lata Ola. Grupa z fary już nie istniała. Nie było już spotkań modlitewnych. Zdani byliśmy na siebie i łaskę Boga. Jednak z czasem praca zabieganie, mieszkanie, pewnie pogoń za pieniędzmi, praca po naście godzin dziennie, nie działały na korzyść mojego życia religijnego. Nasze, moje uczestnictwo w życiu kościoła z czasem ograniczyło się do koniecznego minimum – udziału w coniedzielnej mszy świętej. Problemy z modlitwą przekładały się na problemy w rodzinie. W moim małżeństwie zaczęły pojawiać się różne kłopoty. Urodziła się Madzia, co nas trochę przywołało do porządku.

W celu zdobycia większej gotówki wyjechałem do stanów. Po powrocie okazało się, że zostałem zwolniony z pracy. Pojechałem jeszcze raz. Rozstania podczas tych wyjazdów były straszne i bardzo kiepsko je znosiłem. Pomiędzy wyjazdami usłyszałem o rekolekcjach REO i nawet chciałem się zapisać, ale jakoś nie wyszło. Nawet ktoś dzwonił do mnie czemu nie przychodzę mimo, że jestem zapisany. Dopiero w następnym roku po kolejnym powrocie z wojaży zagranicznych Pan Jezus zaprosił nas na rekolekcje – razem!. Wtedy przyjąłem Jezusa po raz drugi. Myślę, że to właśnie wtedy oddałem ster mojego życia Jezusowi. Było to w 2004 na rekolekcjach REO w tym kościele.

Chociaż czasami łapię jeszcze za ten ster i wtedy zbaczam z drogi. Ale On, Jezus, mój Pan, jak troskliwy ojciec pomaga mi odnaleźć właściwy kurs. To On jest moim Panem. Upomniał się o mnie. Jak mówił sąsiad -pochylił się nade mną. Zawołał mnie po imieniu. Moje życie odzyskało barwy, nabrało sensu. Uczynił to Jezus mocą swojej Miłości. On troszczył się o mnie, o każdy dzień mojego życia, ale chciał, bym wyznał, że Jezus jest moim Panem. I wyznałem. On napełnił mnie odwagą mówienia o Nim. Nie wstydzę się mówić, że jestem wierzący, że nie piję w pracy i mówię, dlaczego - bo wierzę w Boga. Jak jadę na rekolekcje, to mówię że jadę na rekolekcje, nie wymyślam innych powodów. Skoro Jezus się nie wstydzi takiego gamonia jak ja i darzy mnie swoją miłością - to ja nie mogę nie mówić o Jego Miłości. I to nie tylko w naszej wspólnocie, ale tam gdzie przyjdzie taka potrzeba. Moje małżeństwo dzięki Jezusowi przetrwało dwadzieścia owocnych lat. I jestem pewien, że z Jezusem – moim Panem wszystko jest możliwe. On otworzył moje serce na łaskę miłości. W tym zwariowanym świecie pędzącym gdzieś na oślep, Jego Miłość jest dla mnie oazą.

Tomek

powrót